Plantacje kawy na Bali

Plantacje kawy na Bali – sprawdźmy, czy warte są wizyty!

Kocham kawę i herbatę. Co więcej, należę do zapachowców. Uwielbiam więc napawać się przyjemną wonią przypraw oraz kwiatów, warzyw i owoców – krótko mówiąc tym wszystkim, co oferuje nam Matka Natura. Bogactwo aromatu dobrej i świeżo palonej kawy balijskiej zadziałało nie tylko pobudzająco na moje zmysły. Wzbudziło we mnie również ochotę na poznanie całego procesu powstawania tego cudownego napoju – od uprawy ziaren, poprzez ich wypalanie aż po mielenie i zaparzanie. Czy Ciebie też to ciekawi? Jeśli tak, to koniecznie przeczytaj ten wpis i sprawdź, czy plantacje kawy na Bali warte są wizyty!


SKĄD FASCYNACJA PLANTACJAMI KAWY I HERBATY?

Pamiętam swoją pierwszą wizytę na plantacji herbaty w Indiach. Moim oczom ukazały się soczysto zielone wzgórza, porośnięte krzakami, które ciągnęły się po sam horyzont. Powietrze zaś było tak czyste, że woń herbaty czuć było przy każdym wdechu. To, co przeżywały moje zmysły, gdy otworzyły się wrota lokalnej manufakturki herbacianej, trudno mi opisać. Mogłabym tam przyjeżdżać codziennie tylko po to, by się narkotyzować! Zapach, jaki się tam unosi, jest wprost oszałamiający. W tej niewielkiej fabryczce osusza się liście a także granuluje je lub proszkuje. Gotowa herbata jest pakowana i wysyłana w świat. Miałam okazję przyjrzeć się wszystkim tym procesom z bliska oraz wziąć w dłonie ciepłe jeszcze od suszenia liście herbaty. Poczułam w opuszkach palców fakturę jej granulek. Ta wizyta zrobiła na mnie tak ogromne wrażenie, że obiecałam sobie wówczas jedno: wizyty takich miejsc będą nieodłącznym elementem moich podróży. Plantacje kawy na Bali okazały się więc być kolejnymi, które odwiedziłam.


PLANTACJE KAWY NA BALI – CZYM SIĘ RÓŻNIĄ OD INNYCH PLANTACJI?

W 2016 roku wiatry – dosłownie i w przenośni – przywiały mnie do Indonezji. Plantacje kawy na Bali stały się więc moim pierwszym celem. Wiesz, że to właśnie kawa z Bali uchodzi za tę najlepszą na świecie? Bez wątpienia wpływa na to fakt, że wszystkie plantacje na wyspie są ekologiczne. Jakość i skład mineralny tamtejszych gleb jest nieporównywalnie bogatszy od reszty Azji, mimo że plantatorzy nie stosują żadnych nawozów i pestycydów. Jak to możliwe? Składa się na to wysokość (ponad 1000 m n.p.m.) i brak jakichkolwiek fabryk i kominów a także ograniczony ruch samochodowy w tym rejonie. Brakuje tam więc jakiegokolwiek czynnika zanieczyszczającego teren lub powietrze! Obecności aktywnych wulkanów wyspa zawdzięcza zaś gleby wulkaniczne. Ich korzystne właściwości chemiczne i fizyczne są nieocenione: posiadają one ogromną zasobność w składniki odżywcze oraz odpowiednią pojemność wodną. To zaś powoduje, że są to gleby niezwykle żyzne.


CZYM SIĘ RÓŻNI ARABICA OD ROBUSTY?

Plantacje kawy na Bali, w przeciwieństwie do większości innych miejsc na Świecie, oferują dwa gatunki ziaren. Opisane cechy plantacji balijskich powodują, że uprawia się zarówno Arabicę, jak i Robustę. Czym się one różnią między sobą? Można powiedzieć, że wszystkim! Począwszy od wyglądu ziarna, poprzez smak i zapach a na zawartości kofeiny kończąc. Arabica cechuje się lekko podłużnymi i płaskimi ziarnami z charakterystycznym, małym pęknięciem po środku. Ma ono kształt litery S. Smak i aromat Arabici jest bardzo głęboki i delikatny zarazem. Dzieje się tak, ponieważ zawartość kofeiny w ziarnie (1-1,5%) jest mniejsza, niż w przypadku Robusty (ok.2,7%). Ta natomiast, za sprawą zwiększonej zawartości tej pobudzającej substancji, jest więc nie tylko intensywniejsza w zapachu. Jej smak odznacza się również specyficzną goryczką. Z powyższych powodów często tworzy się mieszanki obydwu rodzajów ziaren. W ten sposób można uzyskać pobudzający i jednocześnie pozbawiony goryczy nektar.


JAK POWSTAJE KOPI LUWAK?

Kopi Luwak słyszałam tyle chwalebnych opinii, że zapragnęłam jej spróbować. Jej fenomen jest prosty: ziarna, nim trafią do palarni, przechodzą przez układ pokarmowy łaskunów. Te malutkie ssaki spożywają ziarenka kawy, ale ich nie trawią. Łagodzą jednak ich smak i zapach, by potem je w całości wydalić. Zaparzony z takich ziaren napój jest więc dużo delikatniejszy, niż ten powstały ze zwykłej kawy. Warto jednak z rozwagą wybierać plantacje. Niestety, nie wszystkie bowiem miejsca dobrze te zwierzęta traktują. Przekonałam się o tym na własne oczy, odwiedzając kilka różnych plantacji. Częstą praktyką wśród plantatorów jest trzymanie łaskunów w ciasnych klatkach. Widok jednej z nich złamał mi serce: zwinięte w kłębek i zalęknione stworzenia, które drżały w kącie. Jeden z uszkodzonymi oczami a drugi bez ucha. Patrzyłam na nie przez kratę i miałam ochotę rozerwać ją gołymi rękoma. Plantator więził łaskuny, by ułatwić sobie zbieranie ich odchodów. Takim miejscom mówię NIE.


PLANTACJE KAWY NA BALI – KTÓRĄ WYBRAĆ?

Jestem zwolenniczką uczciwej pracy, w ramach której żadna żywa istota nie jest wykorzystywana. Moim standardom odpowiadały więc jedynie dwa miejsca z dziesięciu, które odwiedziłam. Oba istnieją od dekad, zaś ich właścicielami są wieloletni plantatorzy. Spośród pozostałych miejsc wyróżniają się swoją realnością. Nikt się tam nie przebiera w wymyślne stroje, by przyciągnąć odwiedzających, łaskuny natomiast żyją na wolności. Są ich tam dziesiątki, a nie pojedyncze sztuki. Plantatorzy zaś nie widzą w nich biznesu, tylko istoty żyjące. Również sposób traktowania odwiedzających jest inny. Pracownicy oprowadzają po plantacjach i z pasją opowiadają o subtelnych różnicach między ziarnami kawy oraz o sposobach ich uprawy. Co chwilę zrywają i podają do skosztowania owoc Robusty lub Arabiki. Zachęcają do przeżucia po jednym ziarnie z każdego etapu: od owocu, kształtem i kolorem przypominającego nieco wiśnię, poprzez ziarno świeże, by zakończyć na tym już opalonym. Zwieńczeniem wizyty jest degustacja kilku rodzajów tego czarnego nektaru.


WYBIERAJ ŚWIADOMIE PLANTACJE KAWY, KTÓRE ODWIEDZASZ

Plantacje kawy na Bali bez wątpienia trzeba zobaczyć. Gorąco namawiam Cię jednak do odwiedzania miejsc, których pracownicy nie krzywdzą zwierząt. Często podczas podróży, bez refleksji odhaczamy kolejne atrakcje i zatracamy się w tym wakacyjnym szaleństwie. Bez namysłu wsiadamy na wielbłąda czy słonia, nie widząc łez w oczach tego zwierzęcia. Chwilę później bierzemy na głowę gibona lub makaka tylko po to, by zrobić jedno zdjęcie. Owijamy się wężami i piszczymy z zachwytu nad popisami delfinów. Zapominamy o tym, że są to żywe stworzenia, które czują dokładnie to samo, co my! W ich przypadku to ból, noszony na grzbiecie ciężar oraz smutek związany z rozłąką z potomstwem. Pamiętaj o tym, zanim po raz kolejny wydasz pieniądze na jedno zdjęcie i chwilę wątpliwej uciechy. Twoje zdjęcie nie kosztuje bowiem tylko tyle, ile płacisz w gotówce. Poczytaj więcej o świadomej turystyce i podróżuj tak, by pozostawiać po sobie jedynie dobre wspomnienia.

Photo credits: Aleksandar

Reklamy