Praca w indyjskim centrum nurkowym

Praca w indyjskim centrum nurkowym

Praca w indyjskim centrum nurkowym to jedno z moich najciekawszych doświadczeń zawodowych. Gdy w tak niezwykłym miejscu, jakim są bez wątpienia Indie, spotykają się dziewczyny z tak różnych kulturowo krajów – energia aż kipi!


PRACA U PODSTAW W INDYJSKIM CENTRUM NURKOWYM

Właścicielom centrum nurkowego w Kovalam udało się zbudować bardzo ciekawy zespół, na który składają się ludzie z różnych zakątków Świata. Mam to szczęście i zaszczyt więc pracować z nurkami zarówno z różnych części Indii, jak i z Iranu czy Kenii. Ja, choć jedna, tworzę silną reprezentację Polski. Wspólnymi siłami udało nam się dokonać czegoś naprawdę wielkiego: stworzyliśmy centrum nurkowe od samych podstaw! Gdy przyleciałam do Indii, nasze centrum, poza nazwą i kilkoma pracownikami, nie miało nic. Nie miało biura ani sprzętu, nie miało nawet miejsca do jego mycia czy przechowywania! Co więcej, nie miało też wiedzy na temat lokalnych nurkowisk. To właśnie my, na podstawie naszych umiejętności i doświadczenia, przez kilka tygodni kompletowaliśmy niezbędny aqualung. To my organizowaliśmy całą przestrzeń do przechowywania, mycia i suszenia sprzętu. Wreszcie to my, każdego niemal dnia szliśmy w morze ze sprzętem do snorkelingu lub nurkowym, by znaleźć najlepsze spoty nurkowe. To była chyba najciekawsza część pracy w tym naszym indyjskim centrum nurowym.


PRACA W INDYJSKIM CENTRUM NURKOWYM – KIEDY SZEF PATRZY

Kiedy wreszcie wszystko było w pełni gotowe, brakowało nam już tylko tego najważniejszego: klienta. Robiliśmy naprawdę wiele, by go zainteresować naszym centrum: wielokrotnie braliśmy udział w spotkaniach ze studentami wyższych uczelni, zajmującymi się badaniem morskiej fauny i flory. Zapraszaliśmy na bezpłatne nurkowania przedstawicieli lokalnych mediów oraz innych oficjeli. Organizowaliśmy cotygodniowe akcje sprzątania plaż. Pełniliśmy nawet dyżury w największych i najdroższych hotelach w okolicy, by ich goście mogli spróbować nurkowania w bezpiecznych warunkach basenowych. Nasze starania przynosiły jednak dość marne efekty. Szef był bliski załamania, my zaś czuliśmy, że w naszym centrum nurkowym coraz brakuje energii i życia.


PRACA W INDYJSKIM CENTRUM NURKOWYM – KIEDY SZEFA NIE MA

Pewnego dnia postanowiłyśmy więc z dziewczynami wziąć sprawy w swoje ręce. Najpierw powstała więc zabawna sesja zdjęciowa. Prezentujemy na niej maski oraz inne elementy sprzętu nurkowego w śmiesznych pozach i okolicznościach. Ileż było przy tym śmiechu, wiemy pewnie tylko my! Po sesji fotograficznej przyszła kolej na następny etap zabijania nudy i rutyny: filmy! Mam już na koncie kilka „dzieł życia”, które powstały m.in. na Phuket i ukazują jeden dzień z mojego życia na wyspie. Postanowiłam więc i tym razem zająć się operatorką, reżyserką i montażem. Do profesjonalnej produkcji jeszcze mi trochę brakuje, przyznaję. Niemniej jednak, zważywszy na sprzęt, jaki miałam do dyspozycji (wszystko było zarówno filmowane jak i montowane na tablecie), myślę że wyszło dość nieźle. Ja się bawiłam doskonale, dziewczyny również, a o to przecież chodziło. Nasz cel także został osiągnięty: w naszym centrum nurkowym pojawiła się znów energia, a wraz z nią…pierwsi klienci.

Reklamy