Dzieło malarskie z kolekcji muzeum Ulaanbaatar, Mongolia

W pogoni za mongolskim szamanem

  Znasz jakiegoś szamana? – zapytałam młodego chłopaka sprzedającego malowidła ojca na Grand Chinggis Khaan Square, placu będącego w pewnym sensie sercem Ulaanbaatar, a na pewno centralnym punktem na jego mapie. A kupisz ode mnie jakiś obrazek? – zaczepnie odpowiedział młody Mongoł. Nie mam zbyt dużo pieniędzy, ale kupię. Pod warunkiem jednak, że skontaktujesz mnie wcześniej z jakimś szamanem. Słońce oświetlało coraz większą część placu, a ja i tak dygotałam z zimna w oczekiwaniu na zakończenie rozmowy mojego nowego znajomego z potencjalnym szamanem. Załatwione. Tu masz jego numer, może się spotkać z tobą jutro rano. – Dopiero jutro?! No dobrze, jakoś wytrzymam. Podekscytowana wybrałam obrazek, zapłaciłam i udałam się w kierunku Mongolian National Modern Art Gallery. „Może znajdę innego szamana, który zechce się spotkać ze mną dzisiaj” – pomyślałam, by się jakoś pocieszyć.

  Przyznam, że malarstwo mongolskie mnie uwiodło. Ściśle związane z historią kraju i tradycyjnym trybem życia jego mieszkańców, w jednej chwili przenosi patrzącego w zupełnie inny świat – porywa w szaleńczą jazdę konną przez bezkresne stepy, odkrywa tajemnice skrywane we wnętrzach jurt, z dumą prezentuje barwne stroje Mongołów, wspomina twórcę imperium mongolskiego, wielkiego wodza Czyngis-chana, ukazuje piękno i grozę pustyni Gobi. Czasem, zupełnie oderwane od kontekstu, pojawiają się tu i ówdzie przedstawienia sierpów i młotów, brutalnie zaburzające atmosferę i idylliczny obraz Mongolii, podziwiany wcześniej.

  Pochłonięta bez reszty przez świat balansujący na granicy magii i jawy, a może będąc na fali doznań, jakich właśnie doświadczałam, zaczepiłam jedną z kustoszek. Ku mojej radości, pani nie tylko rozumiała język angielski, lecz także była w stanie odpowiedzieć na moje pytania (co nie jest w Mongolii takie oczywiste). Interesuję się szamanizmem – zaczęłam zdecydowanie. Mhmmm – pani pokiwała głową z delikatnym uśmiechem i popatrzyła z wyraźnym zainteresowaniem, co zachęciło mnie do kontynuowania próby nawiązania rozmowy. Wiem, że w Mongolii jest bardzo popularny – ciągnęłam. Szamanizm jest częścią naszych wierzeń. I choć stanowią one połączenie kultury tureckiej, buddyzmu tybetańskiego, islamu i wpływów europejskich, to szamanizm ma prawdopodobnie najdłuższą tradycję, zwłaszcza na północy kraju. To tam najczęściej szamani używają takich rekwizytów jak pióropusze, czapki oraz nakładki z ozdobami na głowę, na północy też najczęściej używają bębnów – opowiadała kobieta, a ja niemal czułam, jak rozszerzają mi się źrenice z wrażenia. Kto może zostać szamanem? Są jakieś ograniczenia wiekowe? – zapytałam, wykorzystując to, że kustoszka zrobiła chwilę przerwy. Nie! Szamanem można zostać w każdym wieku! Coraz częściej zostają nimi młodzi ludzie, a nawet dzieci. To od razu widać, kiedy ktoś otrzymał ten dar, niezależnie od wieku, taki człowiek zachowuje się po prostu inaczej niż jego otoczenie: woli samotność, jest cały czas poważny, zamyślony, rzadko się uśmiecha. Dzieci nie są beztroskie, jak to dzieci zwykle są. Tak jakby były w innym świecie. Moje zdumienie było ogromne – Dzieci? Naprawdę szamanami mogą być dzieci?! – powtórzyłam kilkukrotnie, by się upewnić, że dobrze usłyszałam. Tak, oczywiście. Niestety, coraz częściej jednak ludzie zostają szamanami ze względów finansowych. Nie wiedzą nic o szamanizmie, nie posiadają tego daru, ale robią to, bo można zarobić dobre pieniądze – mówiąc to, kustoszka wyraźnie się zasmuciła. Jak mogę dotrzeć do jakiegoś szamana? Bardzo chciałabym się z jakimś spotkać! – dopytywałam rozemocjonowana. Ja jestem szamanem. Ale w tygodniu nie mam czasu. Mina mi zrzedła – Ale mnie w weekend już tu nie będzie… – wypaliłam rozżalona. Przykro mi – usłyszałam w odpowiedzi.

  Zawiedziona skierowałam się do National Mongolian Museum, mając nadzieję na to, że może tam będę miała więcej szczęścia i jakimś cudem ktoś mnie skontaktuje z szamanem. Ku mojej radości w muzeum, prócz jeszcze dziwniejszych malowideł nawiązujących do czasów radzieckich, można było zobaczyć oryginalnych rozmiarów jurtę oraz tradycyjny strój i atrybuty szamańskie.

IMG_20150205_163429

  Po obejrzeniu wystawy, przy samym wyjściu trafiłam na bardzo kompetentnego pracownika muzeum. Mężczyzna nienaganną angielszczyzną opowiedział mi o szamanizmie wszystko, co usłyszałam już wcześniej od pracownicy Mongolian National Modern Art Gallery, oraz dodał, że szamanizm, podobnie jak lamaizm (odmiana buddyzmu tybetańskiego), zaczęły się odradzać w Mongolii od lat dziewięćdziesiątych po tym, jak kraj odzyskał niezależność. Do tego czasu ogromny (negatywny) wpływ na miejscowe wierzenia miała zależność od ZSRR: wszelkie przejawy kultywowania wiary były tępione, a świątynie równane z ziemią. Nie znam niestety żadnego szamana osobiście, ale polecam ci bardzo książkę „Mongolian shamanism” autorstwa O. Pureva – to doskonałe opracowanie, które może ci wiele wyjaśnić” – dodał mężczyzna na koniec, po czym serdecznie się pożegnaliśmy.

  No pewnie, że chodzę do szamana. Bardzo rzadko, ale chodzę. Kiedy? Zazwyczaj kiedy mam jakieś problemy, potrzebuję z kimś porozmawiać, ale wiem, że rodzina i przyjaciele nie mogą mi pomoc, lub kiedy czuję taki głęboki, wewnętrzny smutek. Szaman jest połączeniem przyjaciela, psychologa i może nawet… wróżki? Tak, słyszałam, że wy na Zachodzie korzystacie czasem z porady jakichś wróżek, podobno niektóre z nich mają karty, z których czytają przyszłość. Szaman nie ma kart, ale potrafi pomóc bez nich. Nie, w Ulaanbaatar szamani raczej nie używają bębnów ani żadnych nakryć głowy czy choćby ozdób. Coś ty! Oni wyglądają bardzo współcześnie, jak wszyscy inni. Na ulicy minęłaś dziś na pewno co najmniej kilku szamanów, nie mając o tym pojęcia – tak zareagowała dziewczyna, u której spałam w Ulaanbaatar, na moje opowieści po powrocie z wycieczki po mieście. Widząc moją minę, wyrażającą zdumienie, rozczarowanie i smutek jednocześnie, stwierdziła: Spokojnie, masz jeszcze jeden dzień w UB, są więc szanse na spotkanie szamana. Postaram się skontaktować z moim znajomym, może będzie mógł ci pomóc. Nie ciesz się jeszcze, ja nic nie obiecuję!

2 comments

Comments are closed.